Anna siedziała przy barze, sącząc powoli czerwone wino. Jego głęboki kolor przypominał jej krew pulsującą w skroniach na wspomnienie dotyku Marka podczas tańca.
Marek stał nieopodal, rozmawiając z grupką ludzi. Jego sylwetka rysowała się wyraźnie w półmroku sali – szerokie ramiona, lekko pochylona głowa jakby nasłuchiwał czegoś ważnego.
Nagle ich spojrzenia spotkały się. Przez ułamek sekundy czas zatrzymał się w miejscu. Anna poczuła, jak rumieniec wypełza na jej policzki pod wpływem intensywności tego kontaktu.
„Czy mogę prosić o chwilę uwagi?” – głos Eryka przerwał magiczną atmosferę. Mężczyzna stanął na podeście, unosząc kieliszek szampana w geście toastu.
„Za naszych wspaniałych gości!” – zawołał, a sala odpowiedziała gromkim śmiechem i oklaskami.
Anna czuła na sobie spojrzenie Marka nawet z tej odległości. Jego wzrok palił ją przez materiał sukienki, wywołując dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa.
Gdy przemówienie dobiegło końca, Marek podszedł do niej bez pośpiechu. Jego perfumy – mieszanka drewna sandałowego i cytrusów – otoczyły ją zmysłową chmurą.
„Taniec?” – zapytał, wyciągając dłoń w jej stronę. Muzyka znów popłynęła z głośników, miękka i kojąca jak aksamit.
Anna zawahała się przez moment. Serce biło jej tak głośno, że niemal zagłuszało dźwięki piosenki. Ale potem ujęła jego dłoń i pozwoliła poprowadzić się na parkiet.
Ich ciała znów zetknęły się ze sobą – tym razem bliżej, bardziej intymnie. Marek objął ją w talii, przyciągając mocniej do siebie. Jego oddech owiewał jej szyję wywołując gęsią skórkę.
„Jesteś piękna” – szepnął tuż przy jej uchu. Słowa te rozlały się ciepłem po całym jej wnętrzu, docierając nawet do najgłębszych zakamarków duszy.
Anna nie odpowiedziała. Zamiast tego oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Chciała zapamiętać każdy szczegół tej chwili – ciepło bijące od jego ciała, delikatny dotyk palców splatających się z jej własnymi, pulsowanie muzyki przenikające przez parkiet aż do ich stóp.
Gdy utwór dobiegł końca, Marek nie puścił jej od razu. Jeszcze przez kilka sekund trwali tak blisko siebie – dwa ciała stopione w jedność pomimo otaczającego ich tłumu ludzi.
„Chodźmy stąd” – powiedział w końcu, biorąc ją za rękę. Jego dotyk był elektryzujący jak iskra zapalająca suchy lont.
Anna kiwnęła głową bez słowa. Wyszli z sali prosto w chłodną noc pachnącą deszczem i świeżością. Marek poprowadził ją do zaparkowanego nieopodal samochodu.
„Dokąd jedziemy?” – zapytała, gdy ruszyli w mrok.
„Zobaczysz” – odparł tajemniczo. Jego uśmiech odbił się w lusterku wstecznym jak błyskawica rozcinająca ciemność.
Serce Anny biło teraz szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Czuła, że przekracza jakiś niewidzialny próg – granicę między tym co znane i bezpieczne a nieznanym pełnym obietnic i ryzyka.
„Zamknij oczy” – polecił Marek, zatrzymując samochód. Posłuchała bez wahania.
Gdy je otworzyła po chwili, znaleźli się na odludziu pod rozgwieżdżonym niebem. Przed nimi stał stary, opuszczony budynek o powykrzywianych oknach i zardzewiałych drzwiach.
„To miejsce…” – zaczął Marek, ale urwał widząc jej minę.
„Co to za miejsce?” – wyszeptała Anna, czując jak strach miesza się w niej z podnieceniem.
„Miejsce naszych marzeń” – odpowiedział enigmatycznie. Jego oczy błyszczały dziwnym blaskiem w ciemnościach.
Anna zawahała się przez moment. Ale potem pomyślała o ich tańcu, o jego dotyku, o słowach które szepnął jej do ucha i… ruszyła za nim bez oporu.
Wewnątrz budynku panował półmrok rozpraszany jedynie przez blade światło księżyca wpadające przez dziurawe okna. Kurz unosił się w powietrzu tworząc zasłonę tajemnicy.
Marek poprowadził ją schodami na górę do dużej sali z wysokim sufitem i drewnianym parkietem skrzypiącym pod ich stopami.
„Tutaj” – powiedział, stając pośrodku pomieszczenia. Jego głos odbił się echem od pustych ścian.
Anna rozejrzała się dookoła. Nagie cegły, pajęczyny zwisające z sufitu, zapach wilgoci i historii… a jednak czuła dziwną ekscytację pulsującą w żyłach.
„Co teraz?” – zapytała cicho, patrząc mu prosto w oczy.
Marek uśmiechnął się. Jego twarz była blada jak księżyc na tle mrocznego nieba.
„Teraz zaczyna się prawdziwa gra” – odpowiedział, wyciągając coś z kieszeni marynarki. W jego dłoni błysnął srebrny sznur ozdobiony drobnymi frędzlami.
„Co to jest?” – wyszeptała Anna, czując jak serce podchodzi jej do gardła.
„Niespodzianka” – odparł tajemniczo. Jego oczy płonęły żądzą i obietnicą.
Zanim zdążyła zaprotestować, Marek związał jej ręce za plecami delikatnie ale stanowczo. Szorstki materiał sznura drażnił jej skórę wywołując mieszankę bólu i przyjemności.
„Nie… nie rób tego” – jęknęła, próbując się wyrwać. Ale on trzymał ją mocno, patrząc na nią z góry z dziwnym błyskiem w oku.
„Ciii…” – uciszył ją przykładając palec do jej ust. Jego dotyk był chłodny i kojący pomimo sytuacji.
„Zaufaj mi” – szepnął, rozwiązując węzeł na swojej marynarce. Guziki posypały się na podłogę jeden po drugim odsłaniając nagą skórę pod spodem.
„Marek…” – zaczęła znów Anna, ale nie dał jej dokończyć. Jego usta spoczęły na jej wargach w pocałunku pełnym pasji i desperacji.
Smakował winem i sobą samym – mieszanką która zawróciła jej w głowie. Jego język badał wnętrze jej ust wywołując dreszcze rozchodzące się po całym ciele.
„Pragnę cię” – wyszeptał między pocałunkami, schodząc ustami na jej szyję. Jego zęby delikatnie przygryzały skórę wywołując fale rozkoszy.
„Nie powinniśmy…” – próbowała zaprotestować Anna, ale jego dłonie były wszędzie – na jej piersiach, brzuchu, biodrach…
„Zamknij się” – rozkazał cicho. Jego głos był niski i chropowaty jak papier ścierny.
I wtedy Anna zrozumiała że nie ma już odwrotu. Że przekroczyli jakiś punkt bez powrotu – granicę między niewinnością a pożądaniem, rozsądkiem a szaleństwem…
„Rób co chcesz” – wyszeptała poddając się całkowicie jego woli. Jej słowa były jak iskra zapalająca ogień który już płonął w ich żyłach.
Marek uśmiechnął się szeroko czując jej poddanie się. Jego dłonie stały się bardziej zuchwałe – gładząc każdy skrawek jej ciała odkrywając tajemnice które tak długo ukrywała przed światem.
Anna jęknęła cicho gdy jego palce dotarły do koronki jej bielizny. Szarpnął mocno rozdzierając materiał na strzępy. Jej krzyk zmieszał się z echem odbitym od pustych ścian.
„Przestań!” – wrzasnęła, próbując się wyrwać ale sznur trzymał ją mocno unieruchamiając każdy ruch.
Marek nie przestał. Wręcz przeciwnie – jego dotyk stał się bardziej natarczywy, agresywny jakby chciał zedrzeć z niej wszystko co ludzkie i pozostawić tylko zwierzęcą żądzę…
Anna krzyczała i błagała ale on był głuchy na jej słowa. Jego ciało poruszało się w dzikim rytmie przenikając ją raz po raz wywołując fale bólu i rozkoszy…
„Marek… przestań!” – krzyknęła ostatkiem sił gdy poczuła że zaraz oszaleje od nadmiaru doznań.
Ale on nie przestał. Wręcz przeciwnie – jego ruchy stały się jeszcze szybsze, bardziej chaotyczne jakby chciał zatracić się w niej całkowicie…
„O Boże…” – jęknęła Anna czując że nadchodzi kres jej wytrzymałości. Jej ciało drżało spazmatycznie pod jego ciężarem, krzyk uwiązł w gardle…
„Tak… tak!” – dyszał Marek pchając mocniej i głębiej aż do utraty tchu.
I wtedy eksplodowali oboje – ona falą rozkoszy która zalała ją całą od stóp do głów, on potężnym orgazmem który wstrząsnął nim samym jakby dotknął samego Boga…
Gdy opadli bezsilnie na podłogę dysząc ciężko, Anna poczuła łzy spływające po policzkach. Marek otarł je delikatnie kciukiem patrząc na nią z dziwnym wyrazem twarzy – mieszanką miłości i nienawiści…
„Przepraszam” – wyszeptał cicho. Jego głos był pełen bólu jakby sam siebie ranił tymi słowami.
„Nie…” – zaprotestowała Anna, ale nie dał jej dokończyć.
„To było szaleństwo” – mówił dalej Marek ignorując ją całkowicie. „Popełniłem największy błąd w życiu…”
„Marek…” – zaczęła znów ale on wstał gwałtownie stając nad nią nagi i blady jak duch.
„Wybacz mi” – powiedział jeszcze raz, sięgając po leżący na podłodze sznur. Jego ręce drżały gdy zawiązywał pętlę na szyi…
„Nie!” – krzyknęła Anna próbując go powstrzymać, ale było już za późno.
Marek skoczył w dół zawisając bezwładnie na sznurze który sam sobie założył… Jego martwe ciało kołysało się lekko odbijając bladym światłem księżyca…
„Nie!” – wrzasnęła Anna, rzucając się ku niemu. Ale sznur trzymał mocno unieruchamiając jej ręce za plecami.
Patrzyła bezsilnie jak Marek umiera przed nią – ten sam Marek który jeszcze kilka minut temu kochał się z nią namiętnie i czule…
„Dlaczego?” – wyszeptała łamiącym się głosem. Łzy spływały po jej policzkach mieszając się ze łzami innych kobiet które przed nią odwiedziły to miejsce…
„Dlaczego?” – powtórzyła głośniej, ale odpowiedziało jej tylko echo odbite od pustych ścian.
I wtedy zrozumiała.
Przekroczenie Granic
Anna osunęła się na kolana, jej ciało drżało od szlochu. Wpatrywała się w nieruchome ciało Marka, próbując zrozumieć, co się stało. Jego twarz była tak spokojna, jakby zasnął, ale wiedziała, że to tylko pozory. To ona go tu przywiązała, to ona pozwoliła mu na ten akt szaleństwa.
Nagle poczuła, jak coś ciepłego spływa po jej nodze. Spojrzała w dół i zobaczyła krew sączącą się z jego rany. Wtedy dotarło do niej, że to nie był tylko akt seksualny – to była ofiara. Marek poświęcił siebie dla niej, dla ich pragnień.
Łzy popłynęły jej jeszcze mocniej. Czuła się winna, ale jednocześnie wdzięczna. On dał jej to, czego tak bardzo pragnęła – ekstazę, przekroczenie granic.
„Kocham cię” – wyszeptała, dotykając jego zimnego już policzka. Jej palce drżały lekko, gdy to mówiła.
Wtedy usłyszała ciche westchnienie dobiegające z kąta pokoju. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła postać stojącą w cieniu – mężczyznę o bladej twarzy i pustych oczach.
„Kim jesteś?” – krzyknęła, próbując się podnieść, ale sznur trzymał ją mocno.
Postać zrobiła krok do przodu, a światło księżyca odbiło się od jego noża. Anna krzyknęła ze strachu.
„To ja cię tu przywiązałem” – powiedział mężczyzna chrapliwym głosem. „A teraz zapłacisz za swoje grzechy.”
Anna próbowała się bronić, ale była bezsilna. Mężczyzna zbliżał się powoli, uśmiechając się szyderczo.
„Nie!” – krzyknęła ostatkiem sił gdy poczuła jego oddech na swojej szyi. Ale było już za późno…
Ostrze noża przeszyło jej ciało wywołując falę bólu i rozkoszy jednocześnie… Jej krzyk zmieszał się z echem odbitym od pustych ścian.
Dodaj komentarz