Rozdział 3: Pierwszy trójkąt i przekroczenie granicy
Mając siedemnaście lat, byłam już znudzona tradycyjnymi układami jeden na jeden. Szybkie numerki w autach czy łazienkach stały się rutyną, a moje ciało domagało się czegoś, co wywoła we mnie prawdziwy wstrząs. Szansa pojawiła się podczas jednej z weekendowych domówek u znajomego, gdy impreza powoli dogasała, a w wielkim salonie na piętrze zostałam tylko ja, Igor i jego kumpel – wysoki, umięśniony typ o imieniu Kamil.
Napięcie między nami gęstniało z każdą minutą. Alkohol i bezczelne spojrzenia zrobiły swoje. Kiedy Igor rzucił półżartem, czy dałabym radę ogarnąć ich obu na raz, zamiast odpowiedzieć, po prostu wstałam, podeszłam do nich i bez słowa ściągnęłam przez głowę koszulkę. W ich oczach zobaczyłam czysty, drapieżny głód.
Zaczęło się bez zbędnego ceregielenia na wielkim, skórzanym narożniku. Igor usiadł wygodnie i przyciągnął moją głowę do swojego krocza, a ja bez wahania wzięłam go głęboko do ust, czując jego twardość na gardle. W tym samym momencie Kamil podszedł od tyłu. Poczułam jego szorstkie dłonie zaciskające się na moich biodrach, a ułamek sekundy później wbił się we mnie jednym, bezwzględnym pchnięciem.
To było absolutne szaleństwo dla zmysłów. Byłam całkowicie wypełniona z dwóch stron jednocześnie – z przodu dusiłam się rytmicznymi ruchami Igora, a z tyłu Kamil ruchał mnie twardo i bez litości, wybijając mocny, bezpardonowy rytm. Dźwięk uderzających o siebie ciał mieszał się z moimi zduszonymi jękami i ich ciężkim, chrapliwym sapaniem. Każde pchnięcie Kamila popychało mnie prosto na penisa Igora, nie dając mi ani sekundy na złapanie oddechu.
Kiedy po kilkunastu minutach bezlitosnego maratonu obaj doszli niemal w tej samej chwili – jeden zalewając mi gardło, a drugi pompując gorącą spermę głęboko w moją cipkę – opadłam bez sił na skórzaną kanapę. Leżałam spocona, oblepiona ich sokami, z pulsującym ciałem i szerokim uśmiechem na twarzy. Tamtej nocy definitywnie pożegnałam się z jakimikolwiek normami. Wiedziałam już na sto procent, że dla mnie w seksie nie ma żadnych granic.
Dodaj komentarz