
W sercu Wielkich Równin, gdzie wiatr szepcze tajemnice przodków, a słońce maluje niebo krwawą czerwienią o zachodzie, leżało plemię Czerwonych Wilków. Ich tipi rozrzucone były jak stado bizonów na horyzoncie, a dym z ognisk unosił się leniwie ku gwiazdom. To tu, w cieniu świętego wzgórza, mieszkała Aiyana – młoda kobieta o skórze gładkiej jak polerowany kamień, oczach czarnych jak noc bez księżyca i włosach splatających się w warkocze zdobione piórami orła. Była córką wodza, ale jej duch był dziki, nieokiełznany, jak mustang galopujący przez prerie. Aiyana nie marzyła o spokojnym życiu przy ognisku; jej serce paliło się żądzą przygody i zakazanych namiętności.
Pewnego letniego poranka, gdy rosa jeszcze lśniła na trawie, Aiyana wymknęła się z wioski. Ubrana w miękką skórzaną sukienkę, która przylegała do jej krągłych bioder i pełnych piersi, niosła łuk i strzały. Chciała upolować jelenia, ale tak naprawdę szukała samotności, by ugasić ogień, który tlił się w jej lędźwiach. Od miesięcy dręczyły ją sny o silnych rękach, o ciałach splatających się w rytm bębnów, o dotyku, który palił jak święty ogień. W plemieniu mężczyźni patrzyli na nią z pożądaniem, ale żaden nie śmiał podejść – była przeznaczona dla sojuszu z innym wodzem.
Zakazana miłość
Dotarła do ukrytej doliny, gdzie strumień wirował między skałami, tworząc naturalne baseny. Woda była chłodna, krystaliczna, a powietrze ciężkie od zapachu dzikich kwiatów. Aiyana zrzuciła sukienkę, pozwalając, by słońce pieściło jej nagą skórę. Jej piersi uniosły się lekko w rytm oddechu, sutki stwardniały od podmuchu wiatru, a między udami poczuła znajome mrowienie. Weszła do wody, zanurzając się po pas. Płynęła leniwie, jej dłonie ślizgały się po brzuchu, niżej, dotykając delikatnie wzgórka porośniętego miękkim meszkiem. Westchnęła cicho, gdy palce wsunęły się między wilgotne fałdy, krążąc wokół wrażliwego pączka. Jej biodra poruszyły się instynktownie, woda chlupotała wokół niej, a w myślach pojawił się obraz – silny wojownik, o mięśniach napiętych jak cięciwa łuku, wchodzący w nią głęboko, wypełniający ją całkowicie.
Nagle usłyszała szelest. Zamarła, wyciągając nóż z pochwy przy pasie. Z krzaków wyłonił się on – Kael, banita z sąsiedniego plemienia, znany jako Duch Cienia. Był wysoki, o ramionach szerokich jak pień dębu, skórze pooranej bliznami od bitew, a jego oczy lśniły jak ostrze tomahawka. Ubrany tylko w przepaskę biodrową, niósł łuk i świeżo upolowanego królika. Zatrzymał się, widząc ją nagą w wodzie. Jego wzrok przesunął się po jej ciele – od mokrych włosów klejących się do szyi, przez sterczące piersi z ciemnymi sutkami, aż po linię bioder zanurzoną w strumieniu. Poczuł, jak krew napływa mu do lędźwi, a członek twardnieje pod skórą.
– Kim jesteś, duchu rzeki? – zapytał głosem głębokim jak grzmot.
Aiyana nie cofnęła się. Zamiast tego uniosła podbródek, jej oczy błysnęły wyzwaniem. – Aiyana z Czerwonych Wilków. A ty jesteś intruzem na naszych ziemiach.
Kael uśmiechnął się drapieżnie, odkładając łuk. – Intruz? Może. Ale twoje ciało woła do mnie głośniej niż wiatr.
Zbliżył się, wchodząc do wody. Aiyana poczuła dreszcz, nie z zimna, ale z podniecenia. Jego zapach – mieszanka potu, dymu i męskiej siły – otulił ją. Stanął blisko, tak że ich ciała prawie się dotykały. Wyciągnął rękę, palcami muskając jej ramię. Skóra zapłonęła pod jego dotykiem. – Jesteś piękna jak bogini księżyca – mruknął, przesuwając dłoń niżej, na pierś. Ścisnął ją delikatnie, kciukiem krążąc wokół sutka. Aiyana jęknęła cicho, jej ciało wygięło się ku niemu.
– Nie powinieneś… – wyszeptała, ale jej ręce już wędrowały po jego torsie, czując twarde mięśnie pod palcami.
Kael przyciągnął ją bliżej, ich usta spotkały się w pocałunku – dzikim, głodnym. Jego język wdarł się między jej wargi, smakując słodycz jej oddechu. Ręce zsunęły się na jej pośladki, ściskając je mocno, przyciskając jej biodra do swojego. Poczuła jego twardego penisa przez cienką skórę przepaski, ocierającego się o jej brzuch. Był duży, pulsujący, gotowy. Aiyana wsunęła dłoń pod przepaskę, obejmując go. Skóra była gorąca, gładka, a żyły nabrzmiałe pod jej dotykiem. Zacisnęła palce, przesuwając w górę i w dół, czując, jak drży z rozkoszy.
– Chcę cię – wyszeptał Kael, gryząc jej ucho. – Chcę wejść w ciebie, wypełnić cię moim nasieniem.
Aiyana skinęła głową, jej oddech przyspieszył. Pchnął ją delikatnie na brzeg strumienia, na miękką trawę. Klęknął między jej udami, rozchylając je szeroko. Jej cipka lśniła wilgocią, płatki rozwarte, zapraszające. Kael pochylił się, jego język dotknął jej łechtaczki, liżąc powoli, krążąc. Smakowała słono-słodko, jak nektar z kwiatów prerii. Aiyana wygięła plecy, jej palce wplotły się w jego włosy, przyciskając go bliżej. Jęknęła głośniej, gdy wsunął palec do środka, czując, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego. Poruszał nim w rytm języka, dodając drugi palec, rozciągając ją.
– Jesteś taka ciasna – mruknął, podnosząc głowę. Jego twarz lśniła od jej soków.
Nie mogła dłużej czekać. Pociągnęła go na siebie, owijając nogi wokół jego bioder. Kael zrzucił przepaskę, jego kutas stał dumnie, głowica nabrzmiała, kropla preejakulatu na czubku. Przyłożył go do jej wejścia, wcierając w wilgotne fałdy. Aiyana uniosła biodra, a on wszedł w nią powoli, cal po calu. Poczuła rozciąganie, lekkie pieczenie przechodzące w rozkosz. Był gruby, wypełniał ją całkowicie, docierając do najgłębszych zakamarków. Zaczęli się poruszać – on pchał mocno, głęboko, ona wychodziła mu naprzeciw, jej paznokcie wbijały się w jego plecy.
Woda strumienia chlupotała obok, ptaki śpiewały w oddali, ale dla nich świat skurczył się do ich ciał, do tarcia skóry o skórę, do wilgotnych dźwięków ich połączenia. Kael przyspieszył, jego jądra uderzały o jej pośladki, a ona wiła się pod nim, jej cipka pulsowała wokół niego. Poczuła zbliżający się orgazm – falę gorąca rozlewającą się od lędźwi. Krzyknęła, zaciskając się na nim, a on, czując to, wbił się głębiej, wypełniając ją gorącym nasieniem, strumieniami pulsującymi w jej wnętrzu.
Leżeli tak, dysząc, ciała śliskie od potu i wody. Ale to był dopiero początek. W oddali słychać było tętent koni – wojownicy plemienia szukali Aiyany. Kael podniósł głowę, jego oczy błyszczały. – Musimy uciekać. Ale wrócę po ciebie.
Aiyana skinęła głową, czując, jak jego nasienie spływa po jej udach. To spotkanie obudziło w niej głód, który nie da się ugasić.
Wioska Czerwonych Wilków tętniła życiem pod księżycem w pełni, który wisiał na niebie jak srebrny medalion. Ogniska trzaskały, rzucając tańczące cienie na tipi, a szamani intonowali pieśni do duchów przodków. Aiyana wróciła do swojej chaty tuż przed przybyciem wojowników, jej ciało wciąż drżące od wspomnień spotkania z Kaelem. Skóra między udami była lepka od jego nasienia, a każdy krok przypominał o rozkoszy, którą jej dał. Ukryła się pod futrami, udając sen, gdy ojciec, wódz Takoda, zajrzał do niej z troską. – Córko, gdzie byłaś? Preria jest niebezpieczna nocą – mruknął, ale ona tylko wymamrotała coś o polowaniu. Przez kolejne dni Aiyana chodziła jak we mgle. Jej myśli krążyły wokół Kaela – jego silnych ramion, twardego ciała wciskającego się w nią, smaku jego ust na swoich. W nocy, gdy wioska spała, jej dłonie wędrowały po ciele, odtwarzając dotyk banity. Leżała na posłaniu z bizonich skór, rozchylając nogi pod przykryciem. Palce ślizgały się po brzuchu, niżej, do wilgotnego wzgórka. Wsuwając je do środka, wyobrażała sobie jego kutasa – grubego, pulsującego, wypełniającego ją po brzegi. Jęczała cicho w poduszkę, krążąc kciukiem wokół łechtaczki, aż fala orgazmu zalewała ją, ale to nie wystarczało. Chciała więcej, chciała go naprawdę. Pewnego wieczoru, podczas święta żniw, gdy plemię tańczyło wokół wielkiego ogniska, Aiyana poczuła na sobie czyjś wzrok. Bębny dudniły rytmicznie, ciała wojowników wirowały w tańcu, ich torsy lśniły od potu. Ona sama ubrana była w ceremonialną sukienkę z frędzlami, która podkreślała jej krągłe biodra i pełne piersi, falujące przy każdym kroku. W cieniu drzew dostrzegła cień – Kael. Stał tam, ukryty, jego oczy płonęły jak żar. Skinął głową, wskazując na las. Serce Aiyany zabiło mocniej; wymknęła się niepostrzeżenie, biegnąc ku niemu. Spotkali się w gęstwinie, gdzie księżyc prześwitywał przez liście. Kael chwycił ją w ramiona, przyciskając do drzewa. Jego usta znalazły jej, pocałunek był gwałtowny, pełen głodu. – Myślałem o tobie każdej nocy – wyszeptał, gryząc jej szyję. Jego ręce zsunęły się na jej piersi, ściskając je przez materiał sukienki. Sutki stwardniały natychmiast, boląc od pożądania. Aiyana jęknęła, wplatając palce w jego włosy, ciągnąc go bliżej. – Weź mnie – błagała, jej głos drżał. Kael nie czekał. Podniósł jej sukienkę, odsłaniając nagie uda i cipkę, już wilgotną i gotową. Klęknął przed nią, jego oddech gorący na skórze. Rozchylił jej nogi, a język dotknął płatków, liżąc powoli od dołu do góry. Smakowała mu jak miód z dzikich uli, słona i słodka. Wsuwając język głębiej, ssał łechtaczkę, czując, jak jej biodra drżą. Aiyana oparła się o pień, jej palce wbijały się w korę. – Och, tak… głębiej – wysapała, gdy dodał palce, dwa naraz, wsuwając je w rytm języka. Jej ścianki zaciskały się wokół nich, sok spływał po jego dłoni. Wstał, rozpinając przepaskę. Jego penis wyskoczył, twardy i nabrzmiały, żyły pulsowały pod skórą. Aiyana uklękła teraz ona, biorąc go w dłoń. Był gorący, ciężki, głowica lśniła od preejakulatu. Oblizała wargi, a potem wzięła go do ust – powoli, ssąc czubek, krążąc językiem wokół rowka. Kael jęknął, jego ręce w jej włosach, popychając delikatnie głębiej. Poczuła go w gardle, wypełniającego usta, smak słony i męski. Ssała mocniej, przesuwając wargami w górę i w dół, dłonią masując jądra, ciężkie i pełne. Nie wytrzymał długo. Podniósł ją, obracając twarzą do drzewa. Uniósł jej sukienkę wyżej, rozchylając pośladki. Jego kutas przycisnął się do wejścia, wcierając w wilgotne fałdy. Wszedł jednym pchnięciem, głęboko, aż po jądra. Aiyana krzyknęła z rozkoszy, czując, jak rozciąga ją, dociera do końca. Zaczął poruszać się mocno, rytmicznie, jego biodra uderzały o jej tyłek z plaśnięciem. Jedną ręką ściskał jej pierś, szczypiąc sutek, drugą wsunął między jej uda, masując łechtaczkę. – Jesteś moja – warczał, gryząc jej ramię. – Twoja cipka jest taka ciasna, ssie mnie jak usta. Aiyana wiła się, wychodząc mu naprzeciw, jej ciało płonęło. Orgazm nadszedł jak burza – fala gorąca rozlewająca się od lędźwi, zaciskająca mięśnie wokół niego. Krzyknęła jego imię, a on, czując to, przyspieszył, wbijając się głębiej. Poczuła, jak pulsuje w niej, wypełniając gorącym nasieniem, strumieniami spływającymi po udach. Dyszał ciężko, trzymając ją blisko, ich ciała śliskie od potu. Ale radość była krótka. Z wioski dobiegł krzyk – ktoś zauważył jej nieobecność. Kael pocałował ją ostatni raz. – Muszę odejść, ale wrócę. Sojusz twojego ojca z innym plemieniem… to zagrożenie dla nas. – Wyszeptał, znikając w cieniu. Aiyana wróciła, udając, że zbierała zioła. Ale w sercu rosło napięcie. Wiedziała, że Kael jest banitą, wrogiem, a ich miłość zakazana. Tej nocy, leżąc samotnie, dotykała się znów, wspominając jego dotyk.
Odkryj więcej z Opowiadania Erotyczne
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


