Weronika miała trzydzieści jeden lat i ciało, które samo w sobie było grzechem. Piersi pełne, ciężkie, z dużymi, ciemnoróżowymi sutkami, które lubiły stawać na baczność, gdy tylko ktoś spojrzał na nie dłużej. Talia wąska, biodra szerokie, tyłek okrągły i jędrny, taki, że spodnie zawsze opinały się na nim jak druga skóra. A między nogami – cipka, która nigdy nie kłamała. Wargi zewnętrzne lekko nabrzmiałe, wewnętrzne delikatne i różowe, łechtaczka mała, ale wyjątkowo wrażliwa, ukryta pod cienkim kapturkiem. Gdy była podniecona, robiła się śliska w ciągu kilkunastu sekund, a jej sok był gęsty, słodko-słony, spływał po udach długimi, lepkim nitkami. Jej facet, Kuba, kiedyś to wszystko uwielbiał. Kiedyś brał ją na kuchennym stole, w windzie, w samochodzie na parkingu pod blokiem. Pieprzył ją mocno, długo, aż krzyczała jego imię i dochodziła tak, że całe łóżko było mokre. Ale to było kiedyś. Od dwóch lat pracował po szesnaście godzin na dobę, wracał padnięty, całował ją w czoło i zasypiał przed telewizorem. Seks? Raz na miesiąc, jeśli miała szczęście. I zawsze tak samo: dwie minuty obciągania, pięć minut w pozycji misjonarskiej, jego cichy jęk i koniec. Żadnego kokietowania. Żadnego „chcę cię tak, że nie wytrzymuję”. Żadnego „więcej, mocniej”. Dlatego Weronika zaczęła zdradzać. Nie planowała tego. Po prostu w czasie wolnym od szkoleń – tych cholernych, całodniowych warsztatów, na które jeździła jako trenerka sprzedaży – potrzebowała czegoś, co ją ożywi. Szkolenia zabierały jej pięć dni w tygodniu. Wieczory i weekendy były jej. I właśnie wtedy spotykała ich. Pierwszym był Bartek. Poznała go na siłowni, dwa miesiące temu. Wysoki, umięśniony, z tatuażami na ramionach i spojrzeniem, które mówiło: „wiem, czego potrzebujesz”. Podszedł, gdy kończyła przysiady. Stała przed lustrem, spocona, legginsy wpiły się jej między pośladki. Zobaczył to. Uśmiechnął się. – Masz świetną technikę – powiedział niskim głosem. – Ale wyglądasz, jakbyś potrzebowała kogoś, kto cię trochę… rozciągnie. Zaśmiała się. Ale cipka już zareagowała. Poczuła ciepło między udami. Tego samego wieczoru był u niej w mieszkaniu. Kuba był na nocnym dyżurze. Bartek nie tracił czasu. Ledwo zamknęły się drzwi, przycisnął ją do ściany. Jego dłonie były duże, szorstkie. Złapał ją za tyłek, ścisnął mocno, aż jęknęła. – Kurwa, jaka jesteś miękka – wyszeptał jej prosto do ucha. – Czuję, że jesteś głodna. Rozebrał ją powoli. Zdjął stanik, patrząc, jak jej ciężkie piersi opadają swobodnie. Sutki już były twarde. Wziął jeden do ust, ssał mocno, gryzł delikatnie zębami. Drugi masował palcami, ciągnąc za niego. Weronika oparła głowę o ścianę i zamknęła oczy. Po raz pierwszy od miesięcy czuła się pożądana. – Rozłóż nogi – rozkazał cicho. Posłuchała. Zsunął jej majtki. Były już mokre w kroku. Palcem przesunął po jej wargach, rozsmarowując sok. – Patrz, jaka mokra. Twój facet musi być idiotą. Wsunął w nią dwa palce od razu. Była ciasna, ale śliska. Poruszał nimi powoli, w kółko, naciskając na punkt G. Drugą ręką złapał ją za włosy, odchylił głowę i pocałował – głęboko, agresywnie, językiem pieprząc jej usta. Weronika jęczała mu w wargi. Biodra same zaczęły się poruszać, nabijać na jego palce. – Chcesz więcej? – zapytał, gryząc jej dolną wargę. – Tak… kurwa, tak… Zdjął spodnie. Jego kutas wyskoczył na wolność – gruby, długi, z nabrzmiałą żyłą biegnącą przez całą długość. Główka była ciemna, błyszcząca od preejakulatu. Weronika klęknęła bez słowa. Wzięła go do ust. Smakował słono i męsko. Ssała mocno, głęboko, aż czuła, jak główka uderza jej w gardło. Bartek trzymał ją za głowę i powoli pieprzył jej usta. – Dobra dziewczynka… właśnie tak… ssij go całego. Potem podniósł ją, obrócił i pochylił nad kuchennym blatem. Rozsunął jej pośladki. Napluł na cipkę – gęsta ślina spłynęła po wargach. Wbił się jednym pchnięciem. Cały. Do samego końca. Weronika krzyknęła z rozkoszy. Był dużo większy niż Kuba. Rozciągał ją idealnie. Zaczęły się mocne, głębokie pchnięcia. Każde wchodziło tak, że czuła, jak jaja uderzają o jej łechtaczkę. Jej piersi kołysały się nad blatem, sutki ocierały o zimny marmur. – Mocniej… proszę… rżnij mnie mocniej… Bartek złapał ją za biodra i przyspieszył. Pokój wypełnił się dźwiękiem plaśnięć skóry o skórę, mokrym chlupotem jej cipki i jej coraz głośniejszymi jękami. Dochodziła pierwsza – mocno, długo, całe ciało drżało, cipka zaciskała się wokół niego rytmicznie. Bartek nie przestał. Rżnął ją dalej, aż poczuła, jak jego kutas pulsuje i zalewa ją gorącą spermą. Wylała się z niej, spłynęła po udach długimi strużkami. Leżała na blacie, dysząc, z uśmiechem na twarzy. Po raz pierwszy od lat czuła się żywa. To był dopiero początek. W następny wolny weekend spotkała się z nim znowu. Tym razem w hotelu. Bartek przyniósł zabawki. Mały wibrator na łechtaczkę i gruby plug analny. Weronika nigdy wcześniej nie próbowała analu z kimś innym niż Kuba (a ten nawet nie pytał). Ale z Bartkiem… chciała wszystkiego. Rozebrał ją powoli. Położył na łóżku na brzuchu. Rozsunął jej pośladki i zaczął lizać – od cipki aż po odbyt. Jego język był gorący, mokry, krążył wokół ciasnego otworu, wpychał się lekko do środka. Weronika jęczała w poduszkę. Potem poczuła zimny lubrykant i palec. Powoli, delikatnie. Potem drugi. Rozciągał ją cierpliwie, jednocześnie masując łechtaczkę. – Oddychaj… zaraz będzie ci dobrze. Wsunął plug. Był gruby. Rozciągał ją powoli, aż poczuła pełne wypełnienie. Cipka sama zaczęła pulsować. Bartek włączył wibrator i przyłożył go dokładnie na łechtaczkę. W tym samym momencie wszedł w nią od tyłu – kutasem w cipkę, plugiem w dupie. Weronika krzyknęła. Czuła się tak pełna, tak używana, tak cholernie dobrze. Rżnął ją mocno, rytmicznie, wibrator wibrował na najwyższych obrotach. Dochodziła raz za razem – trzy razy, zanim on sam skończył. Sperma znowu wypełniła ją po brzegi. Potem był jeszcze jeden. Tym razem podczas tygodniowego wyjazdu szkoleniowego – ale w czasie wolnym, w sobotę wieczorem. Nazywał się Marek. Spotkali się w barze hotelowym. Był starszy, pewny siebie, z lekkim zarostem i głosem, który sprawiał, że jej majtki robiły się mokre już przy pierwszym „cześć”. Rozmawiali godzinę. Potem pojechali do jego pokoju. Tam nie było delikatności. Marek lubił ostro. Przywiązał jej ręce do wezgłowia krawatem. Rozsunął jej nogi szeroko. Lizał ją godzinę – powoli, dokładnie, ssąc łechtaczkę, wpychając język głęboko w cipkę, gryząc wewnętrzne wargi. Weronika błagała. Szarpała się w więzach. Gdy w końcu wszedł w nią – był jeszcze grubszy niż Bartek. Pieprzył ją w trzech pozycjach: na plecach, na boku i na czworaka. W każdej dochodziła. Na koniec wyciągnął kutasa i spuścił jej się na twarz i piersi – gęste, białe strzały spermy spływały po jej sutkach. Weronika zlizała, co mogła. Smakowała słono i cudownie. W domu Kuba nadal nic nie zauważał. Wracał zmęczony, całował ją w czoło. A ona leżała obok niego w łóżku, z cipką nadal pulsującą po popołudniowym spotkaniu, z resztkami cudzej spermy w sobie i myślała tylko o jednym: jutro znowu mam wolne od szkoleń. Bo właśnie wtedy – w tych wolnych chwilach – ktoś inny brał ją w posiadanie. Kokietował. Uwodził. Uwalniał żądze, o których Kuba już dawno zapomniał. Sprawiał, że chciała więcej. Mocniej. Głębiej. Brudniej. I Weronika brała to wszystko. Z uśmiechem. Z mokrymi majtkami. Z ciałem, które wreszcie czuło się żywe. Bo jeśli facet nie daje ci tego, czego potrzebujesz… to ktoś inny zawsze da. I jeszcze więcej.


Odkryj więcej z Opowiadania Erotyczne

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Podobne wpisy

Zostaw odpowiedź