Zapasowy klucz
Robert stał przy drzwiach wejściowych z pękiem kluczy w dłoni i marszczył brwi tak, jakby chodziło o rachunki, a nie o kawałek metalu. W przedpokoju pachniało mokrym płaszczem Ewy i kurzem z kaloryfera. Marta właśnie zrzuciła trampki, torba z uczelni zsunęła jej się z ramienia i pacnęła o ścianę. – Nie rzucaj tym, bo znowu obijesz farbę – mruknął Robert. – To może kupcie lepszą farbę – odbiła, schylając się po torbę. Ewa krzątała się w kuchni, coś stukało o...