Spotkanie w deszczu.

Romans
Deszcz padał cicho na ulice starego miasta, tworząc lśniące kałuże, które odbijały neonowe światła kawiarni i sklepików. Anna stała pod markizą małej księgarni, tuląc do siebie torbę z nowo kupioną powieścią. Miała dwadzieścia osiem lat, długie, kasztanowe włosy upięte w luźny kok, a jej oczy, zielone jak liście po burzy, błądziły po mokrym chodniku. Była architektką, zakochaną w kształtach budynków i krzywiznach natury, ale od dawna czuła pustkę w sercu – jak niedokończony szkic, czekający na właściwy kontur.
Wtedy pojawiła się ona. Julia, biegnąca przez ulicę z parasolem w jednej ręce i bukietem białych lilii w drugiej. Jej czarne loki wirowały w wilgotnym powietrzu, a sukienka w kolorze głębokiego błękitu przylegała do ciała, podkreślając delikatne krągłości bioder i smukłą talię. Miała dwadzieścia pięć lat, pracowała jako florystka w pobliskim sklepie, gdzie codziennie układała kwiaty w kompozycje pełne pasji i delikatności. Deszcz zaskoczył ją w połowie drogi do domu, ale nie psuł jej nastroju – wręcz przeciwnie, dodawał magii temu wieczorowi.
Julia potknęła się lekko na krawężniku, a parasol wymknął się z jej dłoni, lądując w kałuży. Anna, nie myśląc długo, podbiegła, podnosząc go szybko i podając jej z uśmiechem. Ich palce musnęły się przypadkiem – delikatny dotyk, jak muśnięcie płatka kwiatu, który wysłał dreszcz wzdłuż ramienia Anny. Julia podniosła wzrok, jej brązowe oczy, ciepłe i głębokie, spotkały się z zielonymi oczami Anny. Czas zatrzymał się na chwilę, deszcz szumiał wokół nich jak cicha melodia.
– Dziękuję – wyszeptała Julia, jej głos miękki, melodyjny, z lekkim akcentem, który zdradzał korzenie z południa. – Bez ciebie bym całkiem zmokła.
Anna poczuła, jak jej policzki rumienią się lekko pod wpływem tego spojrzenia. – Nie ma za co. Wyglądasz na kogoś, kto zasługuje na suchy wieczór. Masz piękne lilie.
Julia uśmiechnęła się szerzej, odsłaniając perłowe zęby. – To moja słabość. Kwiaty mówią więcej niż słowa. Chcesz jedną? Na znak wdzięczności.
Anna skinęła głową, a Julia delikatnie oderwała jedną lilię z bukietu, wsuwając ją za ucho Anny. Jej palce musnęły skórę policzka, a zapach kwiatu zmieszał się z wilgotnym powietrzem i nutą perfum Julii – słodką wanilią i jaśminem. To był moment intymny, jakby świat wokół nich zniknął. Anna poczuła ciepło rozlewające się po ciele, subtelne napięcie w brzuchu, jak pierwsze nuty symfonii.
– Jestem Julia – przedstawiła się, nie odrywając wzroku.
– Anna – odparła, jej głos drżący lekko od emocji.
Deszcz ustawał powoli, ale żadna z nich nie ruszyła się z miejsca. Zaczęły rozmawiać – o książkach, które Anna kochała, o kwiatach, które Julia układała z taką pasją. Julia opowiedziała o swoim ulubionym ogrodzie za miastem, gdzie rosły dzikie róże, a Anna podzieliła się historią o starym moście, który projektowała, marząc o tym, by łączył nie tylko brzegi rzeki, ale i serca ludzi. Ich śmiech mieszał się z kroplami spadającymi z markizy, a każde spojrzenie budowało most między nimi – delikatny, ale coraz mocniejszy.
W końcu Julia zaproponowała: – Może schronimy się w tej kawiarni obok? Na herbatę. Deszcz jeszcze nie odpuścił całkowicie.
Anna zgodziła się bez wahania. Weszły do środka, gdzie powietrze pachniało kawą i cynamonem. Usiadły przy stoliku w rogu, blisko okna, przez które widać było migoczące ulice. Julia zdjęła mokrą sukienkę z ramion, odsłaniając delikatną skórę szyi i dekoltu, a Anna nie mogła oderwać wzroku od tego widoku – subtelnego, kuszącego, jak strona z zakazanej książki. Ich kolana musnęły się pod stołem, przypadkowo, ale to wystarczyło, by serce Anny zabiło szybciej.
Rozmowa płynęła naturalnie, pełna śmiechu i cichych wyznań. Julia dotknęła dłoni Anny, gdy opowiadała o swoim marzeniu o podróży do Paryża, a ten dotyk był jak iskra – ciepły, elektryzujący, budzący w Annie pragnienie, by poznać więcej. Szczegóły jej skóry, zapach włosów, sposób, w jaki jej usta układały się w uśmiech – wszystko to rysowało w umyśle Anny obraz czegoś pięknego, delikatnego, romantycznego.
Gdy wieczór dobiegał końca, wymieniły numery telefonów, a Julia nachyliła się, by delikatnie pocałować Annę w policzek na pożegnanie. To był lekki pocałunek, ale pełen obietnicy – jej wargi miękkie, ciepłe, zostawiające ślad wilgoci na skórze. Anna poczuła falę ciepła rozlewającą się po całym ciele, od policzka aż po koniuszki palców.
Wracając do domu, Anna tuliła lilię do piersi, czując, że to początek czegoś wyjątkowego. Deszcz przestał padać, ale w jej sercu nadal szumiała burza emocji – delikatna, romantyczna, pełna szczegółów, które czekały, by zostać odkryte.
Pierwsza Randka pod Gwiazdami

Kilka dni po spotkaniu w deszczu, Anna nie mogła przestać myśleć o Julii. Zapach lilii wciąż unosił się w jej mieszkaniu, a wspomnienie delikatnego pocałunku w policzek budziło w niej falę ciepła za każdym razem, gdy zamykała oczy. Wysłała wiadomość: „Może spacer po parku wieczorem? Gwiazdy mają być dziś widoczne.” Julia odpisała niemal natychmiast: „Z chęcią. Zabiorę coś specjalnego.” Spotkały się przy wejściu do parku, gdy słońce chowało się za horyzontem, malując niebo odcieniami różu i fioletu. Anna ubrała się w lekką, białą bluzkę, która podkreślała jej smukłą sylwetkę, i jeansy, które opinały biodra. Jej włosy opadały luźno na ramiona, a na ustach miała subtelny błyszczyk, dodający blasku. Julia pojawiła się w zwiewnej sukience w kwiaty, która falowała przy każdym kroku, odsłaniając zgrabne nogi i delikatny dekolt. W dłoni trzymała koszyk piknikowy, a jej loki tańczyły w lekkim wietrze. – Wyglądasz olśniewająco – powiedziała Anna, czując, jak jej serce bije szybciej na widok Julii. Julia zarumieniła się, jej brązowe oczy błyszczały w gasnącym świetle. – Ty też. Chodź, znalazłam idealne miejsce. Ruszyły ścieżką otoczoną drzewami, ich dłonie przypadkowo musnęły się kilka razy, za każdym razem wysyłając iskry po skórze. Julia opowiadała o swoim dniu w kwiaciarni, o tym, jak układała bukiety dla zakochanych par, marząc o swoim własnym romansie. Anna słuchała, zachwycona melodyjnym głosem Julii, i podzieliła się historią o projekcie budynku, który przypominał jej kształty ciała – płynne, harmonijne, pełne tajemnicy. Dotarły do polany, gdzie Julia rozłożyła koc. W koszyku były świeże owoce, ser, wino i czekoladki. Usiadły blisko siebie, ich uda dotykały się lekko, a ciepło ciała Julii przenikało przez materiał sukienki. Gwiazdy zaczęły pojawiać się na niebie, jak diamenty rozsypane na czarnym aksamicie. – To magiczne – wyszeptała Anna, patrząc w górę. Julia nachyliła się bliżej, jej oddech musnął ucho Anny. – Tak jak ty. – Podniosła truskawkę do ust Anny, a ich oczy spotkały się w intymnym spojrzeniu. Anna ugryzła owoc, sok spłynął po jej wardze, a Julia delikatnie otarła go palcem, po czym oblizała go powoli, nie odrywając wzroku. To był moment, gdy napięcie stało się namacalne. Anna poczuła gorąco rozlewające się po brzuchu, subtelne pulsowanie między udami. Pochyliła się i pocałowała Julię – delikatnie na początku, ich wargi spotkały się miękko, jak płatki kwiatu. Smak wina i truskawek mieszał się z naturalną słodyczą ust Julii. Pocałunek pogłębił się, języki musnęły się nieśmiało, eksplorując, budząc dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Julia odsunęła się lekko, jej policzki zaczerwienione, oddech przyspieszony. – Chciałam tego od pierwszego spotkania – przyznała cicho, jej dłoń spoczęła na kolanie Anny, przesuwając się powoli w górę uda, czując ciepło skóry pod jeansami. Anna westchnęła, jej ciało reagowało na dotyk – sutki stwardniały pod bluzką, a wilgoć zebrała się między nogami. – Ja też. Jesteś taka… kusząca. Leżały na kocu, gwiazdy nad nimi, a ich ciała coraz bliżej. Julia rozpięła guzik bluzki Anny, odsłaniając koronkową bieliznę, jej palce przesunęły się po skórze brzucha, rysując delikatne kręgi. Anna jęknęła cicho, jej dłonie wplotły się we włosy Julii, przyciągając ją do kolejnego pocałunku. Czuła krągłości piersi Julii pod sukienką, ich ciała przylegały, biodra falowały w rytmie rosnącego pożądania. Julia zsunęła ramiączko sukienki, odsłaniając jedną pierś – różową, jędrną, z sutkiem stwardniałym od podniecenia. Anna pochyliła się, jej usta otoczyły go delikatnie, ssąc i liżąc, co wywołało westchnienie Julii. Jej dłoń wślizgnęła się pod jeansy Anny, muskając koronkę majtek, czując wilgoć i ciepło. Palce przesunęły się po łechtaczce, okrążając ją powoli, budząc fale rozkoszy. – Jesteś taka mokra – szepnęła Julia, jej głos drżący. Anna uniosła biodra, pragnąc więcej. Ich ciała poruszały się w harmonii, dotyki stawały się śmielsze, ale wciąż delikatne – jak taniec pod gwiazdami. Orgazm nadszedł falami, cichy i intensywny, pozostawiając je w ramionach siebie, z oddechami splatającymi się w nocnym powietrzu. Gdy gwiazdy świeciły najjaśniej, wiedziały, że to dopiero początek ich historii – pełnej delikatności, romansu i szczegółów, które czyniły każdy moment niezapomnianym.
Noc w Jej Mieszkaniu

Minął dokładnie tydzień od tej magicznej randki pod gwiazdami, kiedy to Anna i Julia po raz pierwszy pozwoliły sobie na intymne dotyki, które rozpaliły w nich ogień pożądania. Każdy dzień, który upłynął od tamtego wieczoru, był wypełniony oczekiwaniem, subtelnymi wiadomościami i wspomnieniami, które wracały w najmniej oczekiwanych momentach. Anna, siedząc w swoim biurze architektonicznym, gdzie szkicowała kolejne projekty mostów i budynków, często odrywała wzrok od deski kreślarskiej, by spojrzeć na telefon. Julia wysyłała jej zdjęcia bukietów – delikatne aranżacje z białych róż, fioletowych lawend i żółtych słoneczników, które symbolizowały ich rosnące uczucie. „To dla Ciebie, myślę o Tobie przy każdym płatku,” pisała Julia, a Anna odpowiadała szkicami – prostymi rysunkami kobiecych sylwetek, inspirowanymi krągłościami ciała Julii, z nutką erotyzmu w liniach bioder i piersi.
W końcu nadszedł piątek, dzień, który obie zaznaczyły w kalendarzach jako ten szczególny. Julia, kończąc zmianę w kwiaciarni, gdzie zapach świeżych kwiatów mieszał się z wilgotnym powietrzem po porannym deszczu, poczuła dreszcz podniecenia. Jej dłonie, wciąż pachnące ziemią i petalami, drżały lekko, gdy pisała ostatnią wiadomość: „Przyjdź do mnie wieczorem. Mam wino, świece i ciebie w głowie od rana. Nie mogę się doczekać, by Cię dotknąć.” Anna, czytając to w przerwie na lunch, poczuła ciepło rozlewające się po brzuchu – subtelne, ale intensywne, jak pierwsze nuty pożądania, które budziło się w niej na samą myśl o Julii.
Anna przygotowywała się starannie. Stała przed lustrem w swoim małym mieszkaniu na obrzeżach miasta, gdzie ściany zdobiły plakaty starych mostów i abstrakcyjne rysunki. Wybrała prostą, czarną sukienkę na cienkich ramiączkach – materiał był gładki, jedwabisty, opinał jej smukłą sylwetkę, podkreślając krągłości piersi i bioder. Dekolt był subtelny, odsłaniający linię obojczyków i fragment skóry, która lśniła od lekkiego olejku o zapachu bergamotki. Włosy upięła luźno, kilka kasztanowych pasm opadało na ramiona, a na ustach nałożyła czerwony błyszczyk, który dodawał jej wargom wilgotnego blasku. W ręku trzymała mały pakunek – buteleczkę perfum o zapachu białego piżma, które kupiła specjalnie dla Julii, wyobrażając sobie, jak będzie je rozpylać na jej skórze.
Droga do mieszkania Julii wydawała się dłuższa niż zwykle. Anna szła ulicami starego miasta, mijając kawiarnie, gdzie pary sączyły kawę pod parasolami, i księgarnie, w których kiedyś się spotkały. Deszcz, który padał wcześniej, zostawił po sobie lśniące kałuże, odbijające neonowe światła. Jej serce biło mocno, a myśli krążyły wokół wspomnień – smaku ust Julii pod gwiazdami, ciepła jej dłoni na udzie, delikatnego jęku, który wydobył się z gardła Anny, gdy Julia dotknęła jej najintymniejszych miejsc. To było coś więcej niż pożądanie; to była rosnąca bliskość, która wypełniała pustkę w sercu Anny, pustkę po poprzednich związkach, które kończyły się rozczarowaniem.
Julia mieszkała w starej kamienicy w centrum, na drugim piętrze. Schody skrzypiały pod stopami Anny, gdy wchodziła na górę, a zapach wilgotnego tynku mieszał się z aromatem kwiatów dochodzącym z mieszkania. Stanęła przed drzwiami, wahając się chwilę, zanim zapukała. Serce dudniło jej w uszach, a dłonie były lekko wilgotne od nerwów i podniecenia.
Drzwi otworzyły się niemal natychmiast, i tam stała Julia – jak wizja z erotycznego snu. Ubrana w ciemnoczerwoną, satynową koszulkę nocną, która sięgała połowy uda, podkreślając jej zgrabne nogi i krągłości bioder. Ramiączka były cienkie jak nitki, a materiał połyskiwał w ciepłym świetle lampy stojącej w korytarzu. Jej czarne loki opadały swobodnie na ramiona i dekolt, framując twarz o delikatnych rysach – wysokie kości policzkowe, pełne usta pomalowane na subtelny róż, i brązowe oczy, które teraz błyszczały pożądaniem. Pachniała wanilią wymieszaną z czymś ciemniejszym, korzennym, jak cynamon i goździki – zapach, który natychmiast uderzył Annę, budząc wspomnienia ich pierwszego spotkania.
– W końcu jesteś – szepnęła Julia, jej głos miękki, melodyjny, z lekkim drżeniem ekscytacji. Chwyciła Annę za nadgarstek delikatnie, ale stanowczo, i wciągnęła do środka, zamykając drzwi za nimi. Mieszkanie było małe, ale urządzone z gustem – na parapecie stały doniczki z orchideami w pełnym kwiecie, ich płatki białe i różowe, jak delikatna skóra. Na stole w salonie stała butelka czerwonego wina, dwa kieliszki z kryształu, i talerz z owocami – truskawki, winogrona, figi – wszystko ułożone jak w romantycznej kompozycji. W tle grała cicha playlista z soulowymi balladami, głosy artystek jak Norah Jones wypełniały powietrze intymną atmosferą. Świece porozstawiane na półkach rzucały złote, migoczące refleksy na ściany, malując cienie, które tańczyły jak ich przyszłe dotyki.
Julia nie czekała długo. Zaledwie drzwi się zamknęły, przycisnęła Annę plecami do nich, jej ciało przylgnęło blisko, czując ciepło przez materiał sukienki. Pocałunek przyszedł natychmiast – głębszy niż te poprzednie, nieśpieszny, ale pełen głodu. Ich wargi spotkały się miękko na początku, jak delikatne muśnięcie, ale szybko pogłębił się, języki splotły powoli, eksplorując smak siebie nawzajem. Julia delikatnie przygryzła dolną wargę Anny, co wywołało cichy jęk, a potem oblizała to miejsce językiem, zostawiając wilgotny ślad. Dłonie Julii powędrowały po bokach sukienki Anny, palce zahaczyły o materiał i podciągnęły go powoli do bioder, odsłaniając koronkowe stringi i gładką skórę ud. Czuła pod palcami ciepło ciała Anny, lekkie drżenie mięśni, które zdradzało podniecenie.
– Cały dzień myślałam o tym, jak Cię rozbiorę – mruknęła Julia prosto do ucha Anny, jej oddech gorący, muskający skórę. Językiem przejechała po małżowinie, co wysłało dreszcz wzdłuż kręgosłupa Anny. – Jak będę Cię smakować, dotykać każdego centymetra Twojej skóry. Jesteś taka piękna, Anna. Twoja skóra jest jak jedwab, a Twój zapach… uzależniający.
Anna drżała pod tym dotykiem, jej ręce uniosły się, by objąć szyję Julii, wplatając palce w jej loki. – Julia… – wyszeptała, głos przerywany oddechem. – Nie mogę przestać o Tobie myśleć. Od tamtej nocy pod gwiazdami, każdy dotyk, każdy pocałunek… to jak ogień we mnie.
Julia uśmiechnęła się, jej oczy błyszczały w półmroku. Odsunęła się lekko, by poprowadzić Annę głębiej do mieszkania, do sypialni. Pokój był przytulny – łóżko zasłane ciemnozieloną pościelą z satyny, która lśniła invitująco, na poduszce leżał pojedynczy biały płatek róży, symbol ich pierwszego spotkania. Na nocnym stoliku stała lampka z abażurem w kolorze burgundu, rzucająca ciepłe światło. Powietrze pachniało lawendą z dyfuzora, mieszając się z naturalnym zapachem ciała Julii.

Julia usiadła na krawędzi materaca, nogi lekko rozchylone, i pociągnęła Annę, by stanęła między nimi. Jej dłonie powędrowały po udach Anny, palce przesuwały się powoli w górę, czując ciepło skóry. – Stań przede mną – powiedziała cicho, ale z nutką rozkazu w głosie, która podniecała Annę. Powoli zsunęła ramiączka sukienki Anny – materiał opadł na podłogę jak czarny jedwab, zostawiając ją w samej bieliźnie: czarne koronki, przez które prześwitywały stwardniałe sutki, brzuch napięty od podniecenia, biodra krągłe i kuszące.
Julia pochyliła się i pocałowała linię brzucha Anny – od pępka w dół, zostawiając wilgotne ślady ust. Jej dłonie wędrowały po biodrach, palce zahaczały o gumkę stringów i powoli je zsuwały, centymetr po centymetrze, odsłaniając gładką skórę łona. Gdy majtki opadły na kostki, Julia uniosła wzrok – jej oczy były prawie czarne z pożądania, źrenice rozszerzone. Widziała wilgoć między udami Anny, subtelny blask podniecenia, i to sprawiło, że jej własny brzuch zacisnął się w słodkim napięciu.
– Jesteś taka gotowa – szepnęła Julia, jej głos drżący. – Pachniesz podnieceniem, Anna. To mnie kręci.
Anna westchnęła, jej ręce spoczęły na ramionach Julii dla oparcia. – Dotknij mnie – poprosiła cicho. – Proszę.
Julia nie kazała czekać. Najpierw pocałowała wewnętrzną stronę uda Anny, lewego, potem prawego – delikatne cmoknięcia, które stawały się coraz dłuższe, bliższe centrum. Jej język musnął skórę, zostawiając ślad wilgoci, a dłonie rozchyliły lekko uda, by mieć lepszy dostęp. Gdy w końcu dotarła do najczulszego miejsca, język dotknął łechtaczki – najpierw lekki, prawie niewyczuwalny kontakt, jak muśnięcie piórka, potem dłuższe, wolne pociągnięcia, okrążające, drażniące.
Anna zacisnęła palce na pościeli, gdy Julia kazała jej się położyć. Łóżko ugięło się pod jej ciężarem, satyna była chłodna pod skórą, kontrastując z gorącem ciała. Julia uklękła między nogami Anny, jej oddech muskał wewnętrzną stronę ud, wysyłając fale dreszczy. Zaczęła ssać – rytmicznie, z rosnącym naciskiem, jej język tańczył, okrążał, lizał. Wsunęła jeden palec do środka Anny, czując wilgoć i ciepło, jak zaciska się wokół niego, potem drugi, poruszając nimi powoli w przód i w tył, w rytm języka.
– Jesteś taka ciasna, taka mokra – mruknęła Julia, nie odrywając ust. Jej wolna dłoń powędrowała po brzuchu Anny, muskając sutki przez koronkę stanika, szczypiąc delikatnie, co wywołało kolejny jęk. – Chcę, żebyś doszła mi na język, Anna. Chcę poczuć, jak drżysz.
Słowa Julii, ciepło jej oddechu i precyzyjne ruchy języka doprowadziły Annę na krawędź w kilka minut. Napięcie budowało się w podbrzuszu, jak fala, która rosła, rosła, aż w końcu pękła – orgazm przyszedł intensywny, falami, drżenie ud, cichy, przeciągły jęk, który wypełnił pokój. Julia nie przestała – lizała dalej, delikatniej, przedłużając przyjemność, ssąc łagodnie, aż Anna nie złapała jej za włosy i nie przyciągnęła do siebie, całując z desperacją, smakując siebie na ustach Julii.
Gdy oddechy się uspokoiły, Julia położyła się obok i przyciągnęła Annę do siebie. Ich ciała splotły się – nogi splątane, piersi przyciśnięte, dłonie na plecach. Julia pocałowała Annę w czoło, jej palce rysowały leniwe kręgi na skórze.
– Zostań na noc – szepnęła, jej głos pełen czułości.
Anna skinęła głową, wtulając się mocniej. Czuła zapach ich obu – pot, wanilia, seks i wino. W głowie kołatała jej jedna myśl: to nie jest już tylko romans. To jest coś, co zmienia wszystko.

Ale noc dopiero się zaczynała. Po chwili odpoczynku, Julia wstała, naga w blasku świec, jej ciało lśniące od lekkiego potu. Podeszła do stołu w salonie i nalała wino do kieliszków, wracając z nimi do łóżka. – Napijmy się – powiedziała, podając jeden Annie. Wino było czerwone, gęste, o smaku czarnych porzeczek i dębu, idealnie pasujące do atmosfery.
Siedziały oparte o poduszki, nagie, ich ciała dotykały się lekko – kolano przy kolanie, ramię przy ramieniu. Rozmawiały godzinami, popijając wino, dzieląc się historiami z przeszłości. Julia opowiedziała o swoim dzieciństwie na południu, gdzie rosły pola lawendy, a ona jako dziewczynka układała bukiety dla matki. „Zawsze kochałam kwiaty, bo one są delikatne, ale silne. Jak kobiety,” powiedziała, jej dłoń spoczęła na udzie Anny, przesuwając się leniwie.
Anna podzieliła się swoimi marzeniami o architekturze – o budynkach, które łączą ludzi, o mostach, które symbolizują połączenia. „Spotkanie Ciebie było jak znalezienie idealnego łuku – wszystko pasuje,” wyszeptała, nachylając się, by pocałować Julię w szyję, muskając językiem skórę.
Rozmowa płynęła naturalnie, ale pożądanie wracało falami. Julia odstawiła kieliszek i przesunęła się, by usiąść okrakiem na Annie. Jej piersi kołysały się lekko, sutki stwardniałe, a Anna nie mogła się oprzeć – uniosła ręce, by je objąć, palce kręciły sutki, szczypały delikatnie, co wywołało westchnienie Julii. Pocałowały się znów, tym razem wolniej, smakując wino na językach.
Julia zsunęła się niżej, jej usta powędrowały po ciele Anny – od szyi, przez obojczyki, do piersi. Wzięła jeden sutek w usta, ssąc, liżąc, przygryzając lekko, podczas gdy dłoń wślizgnęła się między uda Anny, znajdując wilgoć na nowo. Palce poruszały się okrężnie, drażniąc łechtaczkę, wsuwając się do środka, budując napięcie ponownie.
– Teraz Twoja kolej – szepnęła Anna, odwracając je, by to ona była na górze. Jej usta znalazły drogę do piersi Julii, język tańczył po skórze, a dłonie rozchyliły uda. Anna pocałowała drogę w dół, aż dotarła do łona Julii – zapach był intoxicating, mieszanka wanilii i podniecenia. Jej język dotknął, lizał powoli, smakując, podczas gdy palce dołączyły, poruszając się w rytm.
Julia wiła się pod nią, jej jęki wypełniały pokój, ręce wplątane we włosy Anny. Orgazm przyszedł szybko, intensywny, jej ciało wygięło się w łuk, biodra uniosły.
Spędziły resztę nocy w ramionach siebie, dotykając, całując, szepcząc sekrety. Deszcz za oknem padał cicho, jak tło ich miłości. Gdy zasypiały, splecione, Anna pomyślała, że to jest początek czegoś wiecznego – delikatnego, romantycznego, pełnego szczegółów, które czyniły każdy moment niezapomnianym.
Odkryj więcej z Opowiadania Erotyczne
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






