
Siostra Elena miała zaledwie dwadzieścia lat, gdy przekroczyła mury starego zakonu Świętej Marii Magdaleny. Była czysta jak poranna rosa, dziewica o wielkich, niepewnych oczach i delikatnej twarzy, którą ukrywał czarny welon. Myślała, że znajdzie tu spokój i ciszę, ale od pierwszego dnia czuła coś innego – jakby powietrze w tych murach było gęstsze, jakby kamienne ściany szeptały zakazane sekrety.
Pierwszej nocy przeorysza, matka Teresa – surowa, lecz piękna kobieta o oczach jak stal – wezwała Elenę do swojej celi.
„Musimy oczyścić twoją duszę, dziecko” – powiedziała cicho, zamykając ciężkie drzwi na klucz. Elena uklękła. Serce biło jej tak mocno, że słyszała je w uszach. Matka Teresa podeszła bliżej, delikatnie odgarnęła welon i dotknęła policzka młodej zakonnicy. Palce przeoryszy były zimne, ale dłoń drżała – prawie niedostrzegalnie.
„Jesteś taka niewinna…” – szepnęła. Elena poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej ciele, choć nie rozumiała dlaczego. Matka Teresa pochyliła się i złożyła na jej szyi jeden, bardzo powolny pocałunek – taki, od którego nogi Eleny ugięły się same.
Następnego dnia, w mrocznym konfesjonale, ojciec Damian słuchał jej drżącego wyznania.
„Ojcze… coś się ze mną dzieje. Moje ciało płonie” – wyszeptała przez kratkę.
Kapłan milczał długo, potem otworzył drzwi konfesjonału i wyciągnął ją na środek pustego kościoła. Światło wpadające przez witraże kładło na podłodze kolorowe plamy, jakby sam Bóg malował im drogę. Ojciec Damian położył dłoń na jej ramieniu – mocno, zdecydowanie.
„Pokuta musi być surowa”
– powiedział niskim głosem, a jego oczy błyszczały dziwnym blaskiem. Elena poczuła, jak świat wiruje.
Wieczorem, w piwnicy pod kościołem, inne siostry czekały już na nią – ciche, blade, z oczami pełnymi tajemnicy. Powitały ją uśmiechami, które nie były uśmiechami świętych.
„Witaj w domu, mała” – powiedziała siostra Anna, muskając palcami jej policzek. Elena zadrżała, ale tym razem nie ze strachu.
Elena obudziła się następnego poranka z ustami matki Teresy na swojej szyi i palcami przeoryszy głęboko w sobie. Nie było już modlitw porannych – tylko mokre plaśnięcia i stłumione jęki. Habit leżał na podłodze jak zrzucona skóra, a welon służył za knebel. Matka Teresa pieprzyła ją trzema palcami, drugą ręką dusząc lekko gardło młodej zakonnicy.
„Módl się głośniej, suko” – syknęła, a Elena posłuchała, krzycząc „Ave Maria” w rytm każdego pchnięcia, aż doszła tak mocno, że z jej cipki trysnęło na lnianą pościel.
W południe ojciec Damian czekał w konfesjonale. Tym razem nie było kratki. Wepchnął ją do środka, zatrzasnął drzwiczki i rozpiął sutannę. Jego kutas, gruby i ciężki, uderzył Elenę w policzek.
„Otwieraj usta, siostro” – rozkazał. Wziął ją za welon jak za wodze i wepchnął się do gardła tak głęboko, że łzy spływały jej po twarzy. Pieprzył jej usta brutalnie, aż ślina kapała na podłogę, a ona dławiła się i błagała o więcej. Gdy doszedł, wypełnił jej gardło gorącym nasieniem i kazał połknąć każdą kroplę – „to twoja dzisiejsza komunia”.
Wieczorem zeszły do piwnicy.

Pięć sióstr czekało już nago, ciała pokryte czerwonymi pręgami po pejczu. Drewniany krzyż stał pośrodku – stary, ciężki, z drzazgami. Przywiązano Elenę rozkrzyżowaną, ręce i nogi rozciągnięte sznurami z różańców.
Siostra Anna podeszła pierwsza. W ręce trzymała duży, szorstki krucyfiks.
„Czas na prawdziwe nawrócenie” – powiedziała i powoli wepchnęła go w cipkę Eleny. Drewno rozciągało ją boleśnie, ale Elena wygięła się w łuk i jęknęła z rozkoszy. Krucyfiks wchodził coraz głębiej, a siostry na zmianę lizały jej łechtaczkę i gryzły sutki.
Potem przyszły pejcze.
Smagano ją po piersiach, po brzuchu, po wewnętrznej stronie ud – aż skóra płonęła czerwienią. Gdy pejcz trafił prosto w cipkę, Elena wrzasnęła i doszła tak mocno, że nogi trzęsły jej się jak w febrze.
Siostra Maria uklękła między jej nogami i zaczęła lizać – mocno, zachłannie, wysysając z niej każdy sok. W tym samym czasie inna siostra wepchnęła jej dwa palce w tyłek, rozciągając ciasną dziurkę.
W końcu zjawił się ojciec Damian – nagi, z kutasem znów twardym jak stal.
Rozwiązał Elenę, rzucił na kolana i wszedł w nią od tyłu jednym pchnięciem. Pieprzył ją ostro, wbijając się po same jaja, podczas gdy matka Teresa usiadła jej na twarzy, rozsmarowując mokrą cipkę po ustach zakonnicy. Elena lizała zachłannie, połykając soki przeoryszy, podczas gdy Damian rżnął ją jak zwierzę.
Siostry dołączyły. Jedna ssała jej sutki, druga wsunęła palce do cipki obok kutasa Damiana, rozciągając Elenę do granic. Trzecia biła ją pejczem po plecach w rytm pchnięć.
Elena dochodziła raz za razem – spazmy były tak mocne, że widziała gwiazdy. Gdy Damian w końcu doszedł, wypełnił jej cipkę gorącym nasieniem, a reszta sióstr zlizywała je z niej językami.
Na koniec położyli ją na ołtarzu.
Matka Teresa usiadła na jej twarzy, Damian wziął tyłek, a siostry na zmianę pieprzyły cipkę strap-onami z kości słoniowej. Elena była tylko ciałem – mokrym, drżącym, wypełnionym po brzegi. Krzyczała, błagała, płakała z rozkoszy, aż straciła głos.
Gdy skończyli, leżała w kałuży nasienia, krwi i własnych soków, z uśmiechem na ustach i rozwartymi nogami.
W habit już nigdy nie chciała się ubrać.
Odkryj więcej z Opowiadania Erotyczne
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






